środa, 20 maja 2015

Chapter 5

 Zirytowana podnoszę się, gdy promienie słoneczne przedostające się przez zasłonki - oślepiają mnie. Nie znoszę tego. Wstaję z łóżka i leniwie kieruję się w stronę łazienki. Gdy ślimaczym tempem w końcu do niej dochodzę natychmiast przemywam twarz zimną wodą i rozpoczynam codzienną mękę malowania się. Jest to jedna z rzeczy, która zajmuje mi większość czasu i której po prostu nie lubię robić. Gdy w końcu kreski po obu stronach wydają się być identyczne zamykam eyeliner i wcześniej rozczesując swoje długie, brąz włosy robię niechlujnego koka. Zakładam na siebie wcześniej przygotowane ciuchy i gotowa wychodzę z łazienki. Schodzę na dół, gdzie czeka na mnie mama z przepysznymi naleśnikami.
-Jeden z czekoladą, drugi z bitą śmietaną dla pięknej córki -mówi na co zaczynam się głośno śmiać.
-Dziękuję za pyszne śniadanie -dziękuję jej całusem w policzek.
-Skąd wiesz, że pyszne skoro nawet nie skosztowałaś? -pyta z szerokim uśmiechem.
-Racja. Mogłaś mi wcisnąć przypalone naleśniki z nutellą, która stoi czwarty rok w szafce -przybieram minę myśliciela, na co moja rodzicielka wybucha głośnym śmiechem. Ze smakiem zjadam śniadanie i żegnając się z moją matką wychodzę z domu. Po drodze wstępuję jeszcze do Starbucks'a po moje ulubione karmelowe ciastko i waniliową latte. Gdy jestem w połowie drogi pokonywania wysokich stopni, aby wejść do mojej szkoły zatrzymuje mnie czyjaś ręka umieszczona na moim ramieniu. Odwracam się z szerokim uśmiechem a także z myślą, że jest to Niall, lub ktoś z naszej paczki. Niestety mój radosny humor znika gdy tylko spotykam zielone tęczówki.
-Czego chcesz? -syczę przez zaciśnięte zęby krzywo spoglądając na bruneta.
-Możemy porozmawiać? -pyta nerwowo przeczesując swoje długie, kasztanowe loki.
-Nie mam ochoty na rozmowę z tobą -mówię wzruszając ramionami i odwracam się na pięcie. Gdy już mam otwierać wielkie wahadłowe drzwi zatrzymuje mnie jego głos. Odwracam się ponowie w jego stronę aby dostrzec jego sylwetkę kilka metrów przede mną.
-Proszę. To dla mnie bardzo ważne -mówi a w jego głosie słychać lekką nadzieję. Oh, naprawdę?
-Dlaczego tak nagle zaczęło ci na tym zależeć? -pytam mrużąc oczy.
-Bo dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że tracę każdą osobę na której mi zależy -mówi.
-O ile już nie straciłeś -odpowiadam, ale czuję, że nie byłam powinna tego powiedzieć.
-Właśnie -lekko porusza ustami, ale na tyle abym była w stanie go zrozumieć.
Patrzę na niego jeszcze przez chwilę zanim tak naprawdę uświadamiam sobie, co powiedziałam.
-Nikogo Harry nie straciłeś -mówię z lekkim uśmiechem. Jego głowa w natychmiastowym tempie podnosi się a jego piękne tęczówki przepełnione są nadzieją.
-Oni wszyscy czekają na Ciebie -uśmiecham się i podchodzę bliżej niego. Z jego ust wydostaje się ciche Dziękuję.
-Wiem, że pewnie spieszysz się na lekcje, ale... -zaczyna, ale bez zawahania mu przerywam.
-Właściwie, to dzisiaj nie idę do szkoły -puszczam mu oczko, na co chłopak cicho chichocze, co w jego wypadku wydaje się urocze. To będzie długi i ciężki dzień.
__________________________
Hej! Witam w mojej pierwszej notce pod rozdziałeeem! Mam nadzieję, że rozdział jako tako wyszedł OK ;) Spodziewam się komentarzy odnośnie tego, że wszystko za szybko się toczy, ale spokojnie :) Harry nie ma zamiaru wszystkiego powiedzieć Bailey. Czekajcie cierpliwie! ^^ Do następneego xx

Chapter 4

Pozostałe lekcje mijają mi dość szybko i razem z Eleanor zajmujemy miejsca na stołówce z pełnymi tackami w dłoniach.
-Hej dziewczyny! -odwracamy się do tyłu tylko po to aby zobaczyć uśmiechniętego od ucha do ucha Louis'a. Po chwili dochodzą do nas pozostali i wszyscy zajmują miejsca przy naszym stoliku.
-Liam -przedstawia się wysoki brunet, który właśnie siada naprzeciwko mnie. Jego styl nie różni się prawie niczym od stylu Zayn'a, Louis'a, Harry'ego i Niall'a, oprócz mniejszej ilości tuszu na ciele. I wydaje mi się, że widzę go po raz pierwszy.
-Bailey -energicznie potrząsam jego dłonią na co chichocze. Jakkolwiek śmiesznie to brzmi. Witam się z pozostałymi zauważając, że brakuje Harry'ego. Gdy już mam pytać Niall'a o bruneta, miejsce obok mnie zostaje przez niego zajęte.
-Harreh? Wszystko okej? -pyta blondyn, a ja natychmiast spoglądam na jeszcze bardziej przygnębionego chłopaka. To będzie trudne zadanie. Kędzierzawy tylko przytakuje i zajmuje się swoim jedzeniem.
-Jutro przyjdzie Perrie, jestem pewna, że ją polubisz -mówi Eleanor na, co Zayn energicznie kiwa głową.
-Czekaj, czekaj... To wy się znacie? -pytam nie ukrywając swojego zdziwienia.
-Yup -odzywa się Niall, na co brunetka siedząca po mojej drugiej stronie chichocze.
-Czyli siedzę teraz z najpopularniejszą grupką ludzi w szkole? -śmieję się.
-Najpopularniejszą może nie, ale najlepszą na pewno -mówi Lou na co wszyscy reagują śmiechem. Wszyscy oprócz Harry'ego który uwagę skupia tylko na swoim notesie. Ugh. Wzrok wszystkich obecnych przy stole skupia się na Harry'm, a ja mogę dostrzec jego zmieszanie.
-Harry nie możesz tak po prostu bezczynnie siedzieć -po kilkuminutowej ciszy Niall jako pierwszy postanawia się odezwać. W jego głosie słychać lekkie zirytowanie.
-Wszyscy się kurewsko o ciebie martwią, a ty masz nas po prostu w dupie! Nie chcesz pomocy, to kurwa nie. Droga wolna, tylko później nie mów, że nie próbowaliśmy -wrzeszczy blondyn i w podenerwowaniu wstaje z miejsca, co nie wróży niczego dobrego. Jego twarz jest czerwona ze złości. Harry nerwowo odkłada długopis i spogląda na blondyna.
-Nikt nie prosił was o pomoc -syczy przez zaciśnięte zęby a miny wszystkich obecnych przy stole, są zszokowane. Na stołówce panuje cisza zakłócona cichymi szeptami. Brunet z podirytowaniem rzuca tackę na stół, przez co po sali roznosi się głośny trzask. Niall tylko prycha i z powrotem opada na krzesło. Harry nie zwracając na nikogo uwagi szybkim tempem wychodzi ze stołówki. Nie wiedząc co dokładnie zrobić, zabieram swoją torbę i wychodzę za Harry'm.
-Ktoś jeszcze ma coś kurwa do powiedzenia?! -w oddali słyszę tylko donośny głos Nialla, zanim nie wychodzę na zewnątrz. Rozglądam się za Harrym i gdy dostrzegam go siedzącego na jednym ze szkolnych murków postanawiam zaryzykować i spróbować z nim porozmawiać. Z lekkim zawahaniem siadam obok niego i czekam aż jedno z nas postanowi przerwać krępującą ciszę.
-Ty też przyszłaś mi wypomnieć wszystkie moje cholerne błędy? -prycha nawet na mnie nie spoglądając.
-Oni naprawdę chcą Ci pomóc, Harry... -zaczynam, ale nie dane mi dokończyć.
-Oh, serio? -ponownie prycha, co zaczyna mnie irytować.
-Wiesz, co Ci powiem Harry? Jesteś cholernym, samolubnym dupkiem. Widzisz w tym wszystkim tylko siebie, a co ma powiedzieć o tym wszystkim Niall?! Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się ucieszył, gdy odezwałeś się po raz pierwszy od kilkunastu dni! -krzyczę na niego, nie myśląc nawet o tym, czy robię dobrze czy źle.
-A co ty możesz o mnie wiedzieć?! Przepraszam, jeśli jednym cholernym słowem zrobiłem ci pieprzoną nadzieję! -wrzeszczy. Nie powiem, że jego słowa mnie nie zabolały, ale myślę, że spodziewałam się tego po nim. Pomimo tego, że naprawdę niczego o nim nie wiem.
-Jeśli uważasz, że jesteś jedyną osobą cierpiącą na tym świecie, to naprawdę życzę Ci powodzenia -mówię i zeskakuję z ceglanego murka. Cholerny człowiek.

Chapter 3

Idę korytarzem szukając klasy z numerem 102c. Kto do cholery numeruje klasy alfabetycznie?! Jestem już spóźniona o dziesięć minut za dużo. Gdy nareszcie los się do mnie uśmiecha znajduję klasę na pieprzonym trzecim piętrze. Otwieram drzwi a wzrok wszystkich obecnych zatrzymuje się na mnie.
-Przepraszam za spóźnienie -mówię do nauczyciela siedzącego za biurkiem.
-Jesteś nową uczennicą? -spogląda na mnie wymownie.
-Bailey Dave -mówię i gdy nauczyciel znacząco kiwa głową zaznaczając moją obecność, zajmuję miejsce na samym końcu sali obok uroczej brunetki.
-Bay -przedstawiam się jej a w jej oczach widzę podekscytowanie.
-Eleanor -dziewczyna przyjaźnie ściska moją rękę przyciągając do siebie. Śmieję się z jej gestu i wyciągam z torby swój zeszyt.
-Bailey! -odwracam się do tyłu słysząc moje imię, a za mną siedzi nie kto inny jak uroczy blondyn ze skateparku i... Harry. Spoglądam na bruneta który zawzięcie notuje coś w swoim notesie.
-Hej -mówię do blondyna nie licząc nawet na to, że brunet się do mnie odezwie.
-Hej -słyszę cichy pomruk wydobywający się z ust Harry'ego. Na twarzy Niall'a widać niemałe zdziwienie a brunet nerwowo przeczesuje swoje długie loki opadające na czoło. Nie mogę ukryć swojego zaskoczenia bo z opowieści Niall'a wydawałoby się, że jest naprawdę zamknięty w sobie.
-Bailey -wyciągam do Harry'ego rękę a on podnosi swój wzrok na mnie z niemałym zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Odkłada swój długopis w momencie, gdy chcę już zabrać rękę i lekko nią potrząsa. Na jego ustach nie widać ani cienia uśmiechu, a jego oczy są smutne. Wygląda jak ja sprzed trzech miesięcy. Też nie odzywałam się do nikogo a najbliżsi przyjaciele zerwali ze mną całkowity kontakt. Może dlatego moja chęć do pomocy Harry'emu jest taka silna. Nie uważam, że bycie chłopakiem zobowiązuje go do pewności siebie. Wiem, że to minie. I wiem, że da się z nim porozmawiać. Odwracam się przodem do klasy gdy czuję lekkie szturchanie.
-Jak ty to zrobiłaś? -pyta mnie Eleanor, a ja nie jestem skłonna do odpowiedzi bo sama nie wiem. Wzruszam ramionami i przyjaźnie uśmiecham się do brunetki. Na moim biurku ląduje mały skrawek papieru zawinięty w kulkę.
Rozwijam kartkę domyślając się, że jest ona od Niall'a.
"Nie wiem kobieto, jakim cudem się do Ciebie odezwał, ale wiedz, że będę Ci do końca życia wdzięczny jeśli będzie taki jak dawniej."
Na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech spowodowany wiadomością Niall'a. Wiem jak bardzo zależy blondynowi na odzyskaniu przyjaciela, bo kolegują się od dziecka a brunet rozmawia z nim coraz rzadziej. Są nawet dni kiedy nie odezwie się nawet do Niall'a, pomimo tego, że kiedyś byli nierozłączni. 
I szczerze, to nigdy nie pomyślałabym, że on i jego znajomi okażą się naprawdę w porządku.

Chapter 2

Przebieram się w krótkie szorty i zwykłą bluzkę po czym związuję swoje włosy w wysokiego kucyka i wyjmuję z torby swoją deskorolkę. Schodzę na dół i ubieram swoje wiśniowe vansy, gdy już mam otwierać drzwi zatrzymuje mnie moja matka.
-Wychodzisz gdzieś? -pyta, chociaż doskonale wie, że idę pojeździć.
-Na przeciwko jest skatepark -tłumaczę.
-Uważaj na siebie -mówi zanim zamykam za sobą drzwi. Przechodzę przez jezdnię i dokładnie przyglądam się chłopakom jeżdżącym na bmx, lub na deskorolce. Gdy tylko wchodzę na rampę wzrok wszystkich skupia się na mnie i nie powiem, że nie jest to krępujące. Odwracam wzrok od grupki chłopaków, nawet dokładnie się im nie przyglądając. Stawiam jedną nogę na deskorolce chcąc zjechać, ale przerywa mi czyjaś ręka na moim ramieniu. Nerwowo się odwracam aby spotkać parę niebieskich tęczówek. 
-Niall -blondyn posyła mi piękny uśmiech, ale zanim się orientuję deska zjeżdża w dół i gdyby nie on, to dawno zjechałabym razem z nią.
-Ostrożnie -mruga do mnie, a z jego ust wydostaje się cichy chichot. Wyswobadzam się z jego uścisku i posyłam mu zdenerwowane spojrzenie.
-Bailey -przedstawiam się i dopiero teraz mogę mu się dokładnie przyjrzeć. Farbowane blond włosy, piękne niebieskie oczy, piercing, który zdecydowanie do niego pasuje i większa ilość tatuaży.
-Miło mi Cię poznać, Bailey -mówi z wielkim uśmiechem.
-Mieszkasz tu? -pyta uroczy blondyn wskazując na mój dom, którego nie trudno zauważyć.
-Dopiero co się wprowadziłam -mówię z lekkim uśmiechem.
-Hej! Chłopaki! -Niall woła grupkę chłopaków, którzy stoją kilka metrów od nas. Wzrok dwóch chłopaków skupia się na nas i bez jakiegokolwiek zawahania, podchodzą do nas.
-Miło poznać piękną damę -brunet ze śmiesznie ułożoną grzywką, całuje moją rękę, a ja nie mogę nic poradzić na chichot jaki wydostaje się z moich ust. Jego ciało tak jak u każdego chłopaka z grupki pokryte jest czarnym tuszem, ale nie przeszkadza mi to.
-Jestem Louis -posyła mi uśmiech.
-Bailey -mówię i przenoszę swój wzrok na mulata o ciemnych włosach z blond grzywką.
-Zayn -przyjaźnie ściskam jego dłoń, nie przedstawiając mu się, bo wiem, że i tak wie jak mam na imię.
-I pozostał Harry, który siedzi po drugiej stronie rampy... -mówi blondyn wskazując na chłopaka o kasztanowych lokach.
-Ale nie licz na to, że uda Ci się z nim porozmawiać -dokańcza. Jego loki są w artystycznym nieładzie. Co jakiś czas notuje coś w swoim notatniku znajdującym się na jego kolanach. Obok niego leży niebiesko-czarna deskorolka. Nie mogę dostrzec jego oczu ze względu na to, że nie patrzy się w naszą stronę, ale wygląda na naprawdę przybitego.
-Tak czy inaczej, rzadko spotykamy dziewczyny jeżdżące na deskorolce -mruga do mnie, a na jego twarzy pojawia się zadowolenie.
-Yup, przyzwyczaicie się -śmieję się zbyt głośno.
-Nasz kolega chyba się tobą zainteresował -mówi Lou kiwając głową w stronę Harry'ego. Odwracam głowę, ale gdy tylko nasze spojrzenia spotykają się, on spuszcza głowę. I mam cholerną nadzieję, że kiedyś uda mi się z nim porozmawiać.

Chapter 1

"Rozkochał mnie w sobie swoją nieśmiałością. Była jedyną osobą, która była w stanie mnie zrozumieć."


-Naprawdę musimy wyjeżdżać? -ostatni raz pytam mamy, mając nadzieję, że zmieni zdanie. 
-Już wszystko załatwione, Bailey -posyła mi pocieszający uśmiech i wkłada kolejny karton do bagażnika. Nadal nie wierzę, że jedynym powodem dla którego się przeprowadzamy jest lepsza praca. Myślę, że chodzi tu o coś więcej, i mam zamiar się dowiedzieć.
Po kilku godzinach męczącej podróży nareszcie docieramy na miejsce. Mama parkuje przed ogromną bramą a ja nie mogę uwierzyć, że to właśnie jest nasz nowy dom.
-I jak? -pyta moja rodzicielka z wielkim uśmiechem na twarzy. W sumie nie rozumiem czemu ten dom jest taki duży skoro mieszkamy tylko we dwie, ale całkowicie się z tego cieszę.
-Ogromny -z niedowierzaniem kręcę głową i razem wysiadamy z samochodu.
Wchodzimy do wnętrza przez piękne, mahoniowe drzwi i omal nie dostaję zawału, gdy moim oczom ukazuje się ogromny salon z telewizorem na połowę ściany i pięknym kompletem wypoczynkowym. Natychmiast biegnę na górę, ale zatrzymuję się w pół ruchu, gdy mama odbiera telefon. Chowam się za ścianą aby podsłuchać. Może nie jest to najlepszym pomysłem, ale naprawdę muszę się czegoś dowiedzieć.
-Cześć, tak. Właśnie przyjechaliśmy. Dziękuję, dom jest cudowny. Bailey była zachwycona, naprawdę to doceniam.
To wszystko co udało mi się usłyszeć ponieważ mama zamknęła drzwi. Ugh. Myślałam, że kupiła ten dom sama, ale teraz mam wątpliwości co do tego. Chcę żeby była szczęśliwa, ale po jaką cholerę zaciągnęła mnie aż do gównianego Holmes Chapel?! Jestem już pełnoletnia więc równie dobrze mogłabym zostać w Bristol. 
-Bailey! Twój pokój jest na górze! Drugie drzwi po lewej! -słyszę głos mamy z dołu. Korytarz jest cholernie wielki i jest tu co najmniej osiem pokoi. Otwieram drzwi od mojego nowego pokoju i zatrzymuję się w bezruchu. Jest trzy razy większy od mojego poprzedniego, a ściany są w odcieniach bielu i beżu. Po lewej stronie znajduje się ogromne łóżko natomiast po prawej dwie szafki a pośrodku nich - telewizor ze stolikiem i dwoma pufami. Jednak najbardziej zachwycił mnie szeroki parapet na którym leżały dwie poduszki i kilka książek. Obok drzwi stoi biurko z krzesłem obrotowym a przy nim kolejne drzwi. Bez zawahania otwieram je chcąc zobaczyć wnętrze. Moim oczom ukazuje się wielka garderoba z mnóstwem ubrań. Cóż, w Bristol nie mieszkaliśmy tak jak teraz tutaj, ale nie narzekałam na to. W sumie dziwił mnie fakt skąd mama wzięła tyle pieniędzy na dom w Holmes Chapel, ale nie pytałam ją o to. Owszem nigdy nie brakowało nam niczego, przez co w szkole byłam uważana za tą rozpuszczoną i samolubną. Jednak nie wydawało mi się, żeby moją mamę było stać na takie wydatki. Jednak teraz jestem pewna, że nie kupiła go sama. Zamykam drzwi i podchodzę do okna. Siadam na parapecie i próbuję dostrzec co znajduje się naprzeciwko naszego domu. Gdy zauważam kilku chłopców z deskorolkami w rękach orientuję się, że jest to skatepark. I lepiej już być nie mogło.