-Jeden z czekoladą, drugi z bitą śmietaną dla pięknej córki -mówi na co zaczynam się głośno śmiać.
-Dziękuję za pyszne śniadanie -dziękuję jej całusem w policzek.
-Skąd wiesz, że pyszne skoro nawet nie skosztowałaś? -pyta z szerokim uśmiechem.
-Racja. Mogłaś mi wcisnąć przypalone naleśniki z nutellą, która stoi czwarty rok w szafce -przybieram minę myśliciela, na co moja rodzicielka wybucha głośnym śmiechem. Ze smakiem zjadam śniadanie i żegnając się z moją matką wychodzę z domu. Po drodze wstępuję jeszcze do Starbucks'a po moje ulubione karmelowe ciastko i waniliową latte. Gdy jestem w połowie drogi pokonywania wysokich stopni, aby wejść do mojej szkoły zatrzymuje mnie czyjaś ręka umieszczona na moim ramieniu. Odwracam się z szerokim uśmiechem a także z myślą, że jest to Niall, lub ktoś z naszej paczki. Niestety mój radosny humor znika gdy tylko spotykam zielone tęczówki.
-Czego chcesz? -syczę przez zaciśnięte zęby krzywo spoglądając na bruneta.
-Możemy porozmawiać? -pyta nerwowo przeczesując swoje długie, kasztanowe loki.
-Nie mam ochoty na rozmowę z tobą -mówię wzruszając ramionami i odwracam się na pięcie. Gdy już mam otwierać wielkie wahadłowe drzwi zatrzymuje mnie jego głos. Odwracam się ponowie w jego stronę aby dostrzec jego sylwetkę kilka metrów przede mną.
-Proszę. To dla mnie bardzo ważne -mówi a w jego głosie słychać lekką nadzieję. Oh, naprawdę?
-Dlaczego tak nagle zaczęło ci na tym zależeć? -pytam mrużąc oczy.
-Bo dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że tracę każdą osobę na której mi zależy -mówi.
-O ile już nie straciłeś -odpowiadam, ale czuję, że nie byłam powinna tego powiedzieć.
-Właśnie -lekko porusza ustami, ale na tyle abym była w stanie go zrozumieć.
Patrzę na niego jeszcze przez chwilę zanim tak naprawdę uświadamiam sobie, co powiedziałam.
-Nikogo Harry nie straciłeś -mówię z lekkim uśmiechem. Jego głowa w natychmiastowym tempie podnosi się a jego piękne tęczówki przepełnione są nadzieją.
-Oni wszyscy czekają na Ciebie -uśmiecham się i podchodzę bliżej niego. Z jego ust wydostaje się ciche Dziękuję.
-Wiem, że pewnie spieszysz się na lekcje, ale... -zaczyna, ale bez zawahania mu przerywam.
-Właściwie, to dzisiaj nie idę do szkoły -puszczam mu oczko, na co chłopak cicho chichocze, co w jego wypadku wydaje się urocze. To będzie długi i ciężki dzień.
__________________________
Hej! Witam w mojej pierwszej notce pod rozdziałeeem! Mam nadzieję, że rozdział jako tako wyszedł OK ;) Spodziewam się komentarzy odnośnie tego, że wszystko za szybko się toczy, ale spokojnie :) Harry nie ma zamiaru wszystkiego powiedzieć Bailey. Czekajcie cierpliwie! ^^ Do następneego xx